Forum Stadnina Koni "Avarosan" Strona Główna
Autor Wiadomość
<   
Zielone Pastwiska / Aries[*] / Treningi   ~   Drugi raz pod siodłem
Skrzydlata
PostWysłany: Pon 19:52, 28 Cze 2010 
Królowa Śniegu


Dołączył: 15 Mar 2010
Posty: 1118
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5


Koń: Aries
Jeździec: Yari
Do czego: zajeżdżanie
Miejsce: padok

Dzisiaj Aries po raz drugi będzie chodziła podsiodłem i bardzo chciałam dzisiaj zrobic cały trening pod nim.Postanowiłam ją dzisiaj trochę może zebrać, poćwiczyć przechodzenie zchodu do chodu i takie tam podstawy. Ogólnie chodziło o zapoznanieAries z sygnałami od jeźdźca oraz posłuszeństwa pod siodłem, chodźzależało mi na tym, aby nie traktowała tego jako katorgi, ale jakozabawę czy przyjemność.

Weszłam do stajni i zobaczyłam moją mołą. Miała takie radosne oczy.Pogłaskłam ja po ciepłych chrapach i dałam cukierka na powitanie.Stałam z nią dłużej zastanawiając się, czy dobrze bezie startować wzawodach dresażu, alebo skoków. Jej chęć do życia zupełnie się zmieniłaodkąd w stajni jest kilka koni, z którymi ma ciągły kontakt. jJuż nigdynie zostawię jej samej, a przynajmniej nie z samym ogierem, bo będzieto dla niej kolejny wstrząs. Uznaje, że Aries może powrócić do marzeń oskokach L, dresażu P, powożeniu, sztuczkach czy pokazach nawet wysokichklas. Polepałam ją po szyi, którą wystawiała szukając kolejnegosmakołyku i poszłam na moment do siodlarni.

Cały potrzebny mi dzisiaj sprzęt to było: ogłowie z najdelikatniejszymwędzidłem, lekkie wszechstronne siodło, ochraniacze sportowe na czterynogi, sprzęt do czyszczenia oraz kantar sznurkowy, który mam zamiarzałożyć jej najpierw i sprawdzić reakcje na nim. Wszystko to wyniosłamna dwór i poukładałam, aby się przez nic nie wywalić i żeby Aries nanic nie weszła. Potem wyjęłam uwiąz ze skrzynki na szczotki iprzyprowadziłam sobie klacz. szła naprawdę ładnie wysoko podnosząc nogii nie podrywając z ziemi najmniejszego kamyczka, a przy okazji kładąckopyta bardzo miękko na podłożu. Przywiązałam ją i zaczęłam czyścić.Nie była bardzo brudna, ale trochę zakurzona. Najpierw gumowym iplastikowym zgrzebłem jeżdżąc pod włos wyciągnęłam z sierści cały kurz.Klaczka nie co nie lubiła robienia tego na grzbiecie, ale nie miaławyboru. Potem miękką szczotką zebrałam z niej cały kurz, jadąc od szyiaż do tylnych nóg. Kiedy uznałam, że już się bardzo mocno nie kurzy,wyszczyściłam kopystką świerzo formowane kopyta i przeczyściłam twardząszczotką. Na sam koniec miękką szczotką przeczesałam małej sierść nagłowie oraz grzebieniem grzywę. ogon zostawiłam w artystycznymnieładzie, chodź włosie na rzepie przeczesałam twrdą szczotką. Wszystkoto zwieńczyłam przetarciem całej powierzchni skóry młodej delikatną,ale dobrze przyczepiająca do siebie kurz ściereczką. Kiedy dobrze sięspojrzało, klacz aż lśniła. Teraz przyszedł czas na siodłanie. Najpierwkantar, który nie był nowością dla Aries, potem siodło, któreprzyjmowała z ukrywaną nieprzyjemnością, ale dawała sobie podpiąćpopręg, na koniec ochraniacze.

Poszłyśmy na padok, a tam dosiągnęłam popręg, co bardzo nie spodobałosię Aries i machnęła nogą tylną pod brzuchem, o mały włos nie kopiącmnie. Zluzowałam puśliska i wsiadłam. Na początek rozgrzewka w stępie,ale z wyciągniętym łbem dla rozgrzania mięśni od głowy aż po sam zadwzdłuż grzbietu. Było to dość dziwne, ale Mała dzisiaj już bardziejreagowała na łydki i szła zdecydowanie bardziej wyciągniętym chodem niżna ostatnim treningu. Poklepałam ją po łopatce za dobrze wykonanećwiczenie z szyją i teraz troszeczkę ją ściągnęłam, aby powybinać jejłeb wodzami, a kierować łydkami. Trochę nam to wyszło. Klacz niecoschodziła do strony w którą ją wyginałam, ale jak na pierwszy raz byłodobrze. Kiedy uznałam, że była rozgrzana zakłusowałyśmy. Szła ładnietym swoim zamaszystym chodem, ale nie co się kołysała na boki, jakbynie mogła złapać do końca równowagi. Kłusowałyśmy dość długo, aleklaczka nie bardzo reagowała na wiadomości o skręcaniu, chodź bardziejto robiła na wodze niż na łydki. Cały czas dawałam jak najmocniejszełydki, aby jednak na nie skręcała. Po parunastu minutach takichmęczarni dla mnie i dla niej zaczęła reagować na łydki, ale też nie dokońca. Uznałam, że to znak, aby przejść do stępa. Teraz kombinowałamjak kobyłkę zebrać. Najpierw zaczęłam to robić dosiadem jak umiałam.Wyszło nie najgorzej, bo mała zacżeła obniżać łeb i poczułam mocnejpracę jej zdu pod łydkami. potem zaczęłam troszeczkę manewrować wodzą,ale z tego mniej wyszło niż z dosiadu, chodź na wodze zniżyła dobrzełeb. Poklepałam ją i zakłusowałam. w kłusie wykonałam te sameczynności, aby zebrać konia i tym razem było dobrze, chodź niedoskonale. Wszystko przyjdzie z czasem. Przekłusowałyśmy jakieśdziesięć minut, po czym zagalopowałyśmy z narożnika. Dałam jejwystarczająco mocną łydkę, że zrozumiała, ale oczywiście porządniesobie bryknęła za nim ruszyła tak naprawde galopem. Jej chód jestnaprawde miękki i bardzo przyjemnie było mi na niej siedzieć.Galopowałyśmy w kłóko po całym padoku, aby klaczka mogła się rozkręcićjeśli chodzi o równowagę i technikę. Kiedy poczułam pewniejsze krokikonia zwolniłam do kłusa, zmieniłam kierunek i znowu galop. Czekałamtak jak wcześniej, aby złapała dobrą równowgę i technikę. Poklepałam jąi zrobiłam niewielki pół siad. Aries się tego nie spodziewała, ale niebrykała tylko dalej galopowała. Znowu ją poklepałam, usiadłam w siodłoi zwolniłam do kłusa. Dałam jej długą wodze i spokojniutkim kłusikiemwykłusowałam. Zupełnie nie miała kondycji jeśli chodzi o chodzenie podsiodłem, gdyż była stosunkowo mocno mokra na szyi i zadzie, chodźchodziła treningi. Poklepałam konia i przeszłam do stępa. Już terazznowu zebrałam wodze i tym razem dałam jej mniejszy sygnał do zebraniasię, ale zganaszowała się tak samo. Poklepałam ją i wjechałam naprostą. Na niej zatrzymałam klacz. poklepałam i ruszyłyśmy znowustępem. Po chwili dałam sygnał do zakłusowania i kłus. Kilka krokówkłusem i stęp. Po kilku momentach znowu kłus. Czasme mała się zacinałai nie wiedziała co zrobić, ale dawałam jej kolejny sygnał i już goodróżniała. Tym razem z kłusa postarałam sie przejść do stój, ale niewyszło nam to, ale za to klacz na chwilę stanęła w miejscu i posekundzie zastanowienia postanowiła ruszyć stępem. Odrazu mocniej jąprzytrzymałam i wtedy się zatrzymała. Poklepałam i tym razem postarałamsię ruszyć kłusem ze stój. Mloda potrzebowała naprawde mocnej zachętydo tego, ale wkońcu się udało. Poklepałam i przeszłam do stępa.Puściłam luźno wodzę i Aries powoli się rozstępowywała i schła.Poklepałam ją i zeszłam w stępie obracając ją ku sobie. Znowu jąpoklepałam i pogłaskałam po głowie. Poluźniłam popręg i poszłyśmy dostajni.

Zdjęłam z klaczki siodło, kantarek zamieniłam na zwykły kantar izdjęłam ochraniacze, sprawdzając stan kopyt. Wszystko było w porządku,więc zostawiłam Aries w boksie, aby mogła odpocząć po swoim drugimtreningu pod siodłem.

Osiągnięcia: Klacz zaczęła ładnie reagować na pomoce, zaczęła się zbierać.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)

Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Strona 1 z 1
Forum Stadnina Koni "Avarosan" Strona Główna  ~  
Zielone Pastwiska / Aries[*] / Treningi

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu


 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach