Dołączył: 15 Mar 2010
Posty: 1118
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
|
|
Koń: Irlandzka Róża
Jeździec: Skrzydlata
Do czego: czyszczenie i spacery
Miejsce: boks, teren, pastwisko
20 września 2010r.
Dzisiaj po raz pierwszy chciałam wyczyścić klaczkę. Róża stała spokojnie w boksie i miętosiła w zębach siano. Gdy mnie zobaczyła uniosła uszy i zarżała cichutko. Zawołałam ją po imieniu i Róża zrobiła kilka niepewnych kroków w stronę drzwi. Powoli je otworzyłam i ukucnęłam. Klaczka podeszła do mnie i zaczęła szukać cukierka, którego jej dałam i którego schrupała. Potem przypięłam do jej kantara uwiąz i wyprowadziłam ją powoli. Na zewnątrz stała już Maryśka przywiązana do pierścienia. Przywiązałam Różę obok niej i zaczęłam zapoznawanie ze szczotkami. Jej sprzęt nie miał jaskrawych kolorów, aby się nie bała szczotek. Gdy już zaakceptowała szczotki zaczęłam ją powoli masować zgrzebłem gumowym. Róża odsunęła się i patrzyła co robię, ale po chwili dała sobie spokój, kiedy zobaczyła, że Marihuana również stoi grzecznie. Okazało się, że z Irish sypie się sierść źrebięca razem z całym łupieżem i brudem. Potem wymasowałam ją miękką szczotką, na koniec przeczesałam trochę grzywę oraz ogon. Przy ostatnim próbowała mnie kopnąć, ale nie dałam się. Na zupełne zakończenie zostawiłam kopyta. Powoli przeciągnęłam ręką po jej nodze i uniosłam kopyto. Klaczka wyrywała mi je, ale ja z uporem mocno trzymałam. Po kilku chwilach przestała się wyrywać. Wyczyściłam tak każde po kolei, z każdym było coraz lepiej. I tak minął jeden dzień intensywnego trenowania z Różą.
21 września 2010r.
Drugie dnia zaczęłyśmy spacery. Na początek wyczyściłam ją szybko, gdyż Irish już stała w miarę spokojnie podczas gdy obok stała Maryśka. Po tym w jedną rękę (prawą) na uwiązie wzięłam Różę, a w drugą Maryśkę. Tak poszłyśmy na spacer. Maryśka szła spokojnie, wiedziała o co chodzi. Róża chciała być równie spokojna, ale nie wychodziło jej to i co jakiś czas wyrywała kawałek do przodu, aby obrócić się i sprawdzić co to. Nie raz przebiegła po moich nogach. W każdym razie na razie nie wprowadzałam jej do lasu, aby nie straciła zaufania do otoczenia. Wróciłyśmy po pół godzinie do ośrodka i wypuściłam klaczki na pastwisko.
22 września 2010r.
Dzień dzisiejszy zaczęłyśmy od sprowadzenia z pastwiska. Gdy zawołałam konie do mnie ruszyły wszystkie klacze oraz trzy wałachy. Wybrałam z nich źrebaczki i zaprowadziłam do pierścieni. Wyczyściłam ładnie obie – Róża nie co się nudziła, kiedy zajmowałam się Maryśką i raz rozwiązała uwiąz, lecz nie zdołała uciec, gdyż ją złapałam. Poszłyśmy po zabiegach pielęgnacyjnych na spacer. Był dłuższy, ale tylko trochę więcej niż dzień wcześniej. Irish zapoznała się z kilkoma motylami, których na początku się bała, ale je zaakceptowała. Po dłuższym czasie zaczęła nawet interesować się otoczeniem w sensie pozytywnym. Wróciłyśmy i wypuściłam je na pastwisko.
23 września 2010r.
Następnego dnia przyszedł czas na wejście do lasu. Oczywiście wyczyściłam klaczki, a potem ruszyłyśmy w trasę. Mary nie bała się wejść w cień drzew, natomiast Róża nawet za kasztanką nie co się obawiała ciemniejszego miejsca, gdzie szeleściły liście. Jednak po namowach z mojej strony jak i ze strony Mary, która prychała raz po raz, weszła pod korony drzew i ruszyłyśmy. Teraz Róża szła zdenerwowana, lecz powoli udzielał się jej spokój Maryśki. Po kilku minutach wyszłyśmy i wróciłyśmy do stajni. Radosne koniki pognałam na pastwisko.
24 września 2010r.
Dziś poszłam z konikami nad rzeczkę. Czyszczenie i dopiero spacer. Róża już nie wyrywała kopyt. Szłyśmy trochę czasu, aż dotarłyśmy nad rzekę. Maryśka chciała od razu wskoczyć do wody, lecz przytrzymałam ją, gdyż Róża nie była pewna co do wody. Powoli podchodziłyśmy, Maryśka już stałą w wodzie i niecierpliwie ciągnęła za uwiąz. Róża po kilku minutach weszła razem z drugą klaczką i zaczęła kopać w wodzie. Po chwili zaczęły obie chlupotać. Zajęło im to kilkanaście minut. Potem wróciłyśmy do ośrodka i wypuściłam je na pastwisko do innych koni.
Post został pochwalony 0 razy
|
|