Dołączył: 15 Mar 2010
Posty: 1118
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
|
|
30.08.2009
Przyszłam dziś do Marihuany po kilku dniach nieobecności. Mała piła mleko matki, więc poczekałam aż skończy a potem weszłam. Magnum podeszła do mnie i zaczęła mi wpychać pysk w kieszeni. Zaśmiałam się i pogłaskałam ją po czole a potem powtórzyłam na małej kasztance. Marysia była już bardziej pewna siebie, więc postanowłam uczyć jej czegoś nowego - chodzenia na kantarze i uwiązie. Kiedy rozmyślałam jak to zrobić do stajni weszła Arabika.
- Ar, pomogłabyś mi?
- Jasne, a w czym?
- Ty będzies prowadziła Magnum wokół stajni a ja małą, oik?
- No dobra.
No to zabrałyśmy się do pracy. Założyłam obydwum panienkom po kantarze i uwiązie po czym wyszłyśmy. Klaczka wyrwała się do przodu żwawym kłusikiem, ale powstrzymałam ją, trzymając i głaszcząc ją rytmicznie po zadzie, uspokoiłam tonem swojego głosu. Zwolniła zderozientowana. Zaczęłyśmy okrążać stajnię, Marysia była niespokojna i wierciła się, nie wiedziała co się dzieje, ale jej matka była oazą spokoju (na nasze szczęście!). Potem ja odwróciłam klaczkę w przeciwną stronę i chciałam zrobić kółko, ale spryciula zatrzymała się, kiedy straciła z oczu mamę. Klepnełam ją po zadzie i cmoknęłam zachęcająco. Zrobiła niepewny krok do przodu, a ja ją pogłaskałam po szyi w nagrodę. Znowu to samo. W końcu się trochę zirytowałam i klepnęła trochę mocniej - od razu wystrzeliła żwawym stępem do przodu. Zrobiłam z nią kółko i dołączyłyśmy do Dużej. Od razu się uspokoiła, ja ją pochwaliłam. Pochodziłam tak z nimi jeszcze z 5 minut po czym z Arabiką odstawiłyśmy je na padok, a ja wróciłam do domu.
...??
Post został pochwalony 0 razy
|
|