Dołączył: 15 Mar 2010
Posty: 1118
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
|
|
24.04.2009r.
Przyszłam dziś do WSR "Star Horses" już po raz drugi w celu odwiedzin u Marihuany. Kiedy weszłam do stajni już usłyszałam wyraźnie pewniejsze rżenie źrebaka i wystający łeb matki ponad drzwami boksu. Podeszłam i dałam jej przysmak po czym otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Magnum od razu bez żadnych "próśb" sama odsunęła się do tyłu. Poklepałam ją i z uwiązem podeszłam do małej. Jak zwykle, najpierw zaczęłam ją głaskać po szyi, potem po grzbiecie i wreszcie po głowie. Najpierw chciałam sprawdzić jak zareaguje na coś innego niż ręka położonego na swoim pysku. Przełożyłam przez niego linkę i puściłam kraniec, aby zwisał swobodnie. Lekko zdenerwowana kasztanka podrzuciła łbem próbując strącić linkę, ale uspokoiłam ją gładząc rytmicznie po ciele. W końcu zaakceptowała to, więc postanowiłam spróbować ostatecznie z kantarkiem. Wiem, że dość wcześnie, ale Daga stwierdziła że dobrze jest już teraz - potem mała może mieć trudności z przyzwyczajaniem się do niego. Tak więc stanęłam po jej lewej stronie i delikanie wsunęłam kantarek (słodki czerwony!) na jej łeb. Najpierw strętwiała i trochę oszołomiona mrugała oczami nie wiedząc co ma robić, więc dość... zapobiegawczo (żeby nie powiedzieć "profilaktycznie XP) zaczęłam głaskać ją i mówić do niej spokojnym głosem, który zawsze działał na nią kojąco. Zachowywała się trochę spokojniej, ale co chwila trochę nerwowo zerkała na czerwone coś leżące przed jej oczami. Pochwaliłam ją jednak i po niecałej minucie zdjęłam ów "straszny przedmiot". Dziś Marihuanan po raz drugi udowodniła, jaka jest odważna, byłam z niej dumna.
25.04.2009
Przyszłam dziś do WSR StarHorses jak co dzień przez kilka ostatnich dni - w końcu mam na głowie malucha i muszę sprawdzać co tam u niego. Przypominiało mi się, że wczoraj podjęłam pierwszą próbę przyzwyczajenia małej do kantarka i wyszło naprawdę dobrze jak na pierwszy raz. Dziś ponownie popróbuję. Kiedy weszłam do stajni kilka koni zarżało i z zaciekawieniem podglądało kto przyszedł, w tym Magnum. Uśmiechnęłam się i pogłaskałam klacz, po czym poczęstowałam dwoma smakołykami, za którymi przepada. Potem weszłam do boksu nie robiąc zbyt dużego hałasu i zobaczyłam, że Marihuana wylizuje żłób. Odciągnęłam ją od tego i pogłaskałam od razu po łbie - nie sprzeciwiła się, w końcu przyzwyczajam ją do tego już jakiś czas, a źrebole szybko łapią. Smile Potem zaczęłam się bawić. Ja kucałam, ona podchodziła, ja ją chwaliłam i znowu odchodziłam, i tak cały czas. Bawiła się nieźle, bo ganiała za mną kłusikiem z cichym rżeniem, machając delikatnie ogonem i w ogóle nie spoglądała na mamę, tak jak robiła to w ostatnich dniach. Po kilku (kilkunastu?) minutach takich gierek uznałam, że teraz czas trochę popracować i wzięłam do ręki czerwony kantarek w rozmiarze mini, źrebięcy po czym z lewej strony nałożyłam go na głowie kasztance. Najpierw, zupełnie jak wczoraj, osłupiała, a potem zarżała dosć nerwowo i pomachała łbem. Po chwili jednak przestała i podeszła do matki po czym zaczęła pić mleko jakby nie widząc czerwonego czegoś przed oczyma. Odetchnęłam z ulgą i usiadłam na żłobie zachwycając się takim pięknym widok matki ze źrebakiem pijącym jej mleko. Po chwili jednak Marysia odwróciła się z powrotem w moją stronę, podeszła i zaczęła podgryzać mój rękaw.
- A ty skubana, puszczaj to! - zaśmiałam się i odgoniłam klaczkę ręką. Nauczy się i co później będzie? Pupa, żeby nie powiedzieć gorzej. ;P Magnum wtedy zarżała (chyba bez powodu), inne konie jej odpowiedziały i w stajni zrobił się niezły szum, naprawdę. Wtedy Marihuana podbiegła do niej i schowała się między jej tylnym nogami, wyglądając zza nich ze strachem w oczach - nie jakimś wielkim, ale zawsze. Zrobiło mi się żal małej, zeszlam ze żłobu, kucnęłam i przywołałam ją. Robiąc niepewne i ostrożne kroczki (jakby obawiając się, że znów usłyszy dziwne dźwięki wydawane przez 'sąsiadów'), ale w końcu dotarła do mnie i zaczęłam ją delikatnie głaskać, ale tak, żeby sprawiało jej to dużą przyjemność. Potem zaczęłam na jej ciele kręcić kciukiem kółka na uspokojenie. Podziałało, bo po chwili po wyrazie pyska i rozluźnionych mięśni rozpoznałam, że się już niczym nie denerwuje, jest całkowicie wyluzowana. Uśmiechnęłam się pod nosem i przez przypadek spojrzałam na zegarek. Ups, troszku się zasiedziałam. Szybkim ruchem zdjęłam z głowy M. kantarek (za wcześnie, żeby go zostawić na całą noc - spróbujemy jutro), dałam matce marchewkę i pogłaskałam obydwie moje kobitki na pożegnanie, po czym oddaliłam się w stronę auta.
26.04.2009r.
Przyjechałam do WSR "StarHorses" aby zobaczyć się z moją klaczką. Kiedy tylko weszłam do stajni od razu kilka koni wyjrzało zza drzwi i spogląglądało na mnie z ciekawością. Magnum, przebywająco tymczasowo w SH, na mój widok zaczęła rzucać łbem (nie tak mocno) i kopać w drzwi boksu. Podniosłam głos, więc przestała. Weszłam do ich boksu i dałam dużej marchewce, a do małej podeszłam zarazpo tym. Było to jak rytułał - zaczęłam głaskać klaczkę po szyi, grzbiecie i po głowie. Potem, już bez wstępnych ceregieli, założyłam jej na głowę kantarek i patrzyłam na jej reakcję. Już niebyło "osłpupienia" jak wcześniej, było naprawdę nieźle i Marysia zachowywała się w nim całkiem swobodnie - z tą różnicą, że co kilka sekund zerkała nerwowo na matkę - ta jednak nie zwracała na nią uwagi, więc po kilku minutach przestała. Pochwaliłam ją i uznałam, że dziś mam mniej czasu niż zwykle i muszę już iść. Sad Małej dobrze idzie, więc postanowiam zostawić ją `ubraną` na noc. Popatrzyłam chwilę na konie i wyszłam z boksu myślac, czy sobie poradzi.
Post został pochwalony 0 razy
|
|