Dołączył: 15 Mar 2010
Posty: 1118
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
|
|
Koń: Sheetal Coma
Jeździec: Skrzydlata
Do czego: lonża
Miejsce: lonżownik
Do stajni przyjechała nowa klacz, którą właśnie zaczęłam dzierżawić od Chocky. Dziewczyna przez dwa miesiące nie mogła zajmować się koniem. Przez ten czas Coma harcowała w najlepsze po pastwisku lub odpoczywała w boksie. Z tego powodu nie powinna być zbytnio naładowana energią, lecz wolałam nie ryzykować ewentualnymi złamaniami i na początek zaplanowałam sprawdzić ją na lonżę.
Coma najspokojniej w świecie stała sobie w boksie po Kesie. Jedynym podobieństwem w nich była maść. Postanowiłam, że nawet jeśli Coma nie będzie moim koniem, to nie pozwolę, aby zmarła w podobny sposób jak ? (nie mogę odczytać). Podeszłam do kolejnej hanowerki w mojej stadninie i pogłaskałam ją po łbie, który wtuliła w moją rękę. Podrapałam ją za uszami, poklepałam po szyi i dałam cukierka, którego Coma zjadła chętnie. Po tym poszłam do siodlarni po ogłowie klaczki od którego odpięłam wodze oraz lonżę i owijki dla Comy. Wszystko to położyłam obok boksu siwej kobyłki i z uwiązem weszłam do środka. Coma podeszła do mnie, a ja chwyciłam za jej kantar i przypięłam do niego karabińczyk od linki. Przywiązałam do pierścienia i ze skrzyni wzięłam gumowe zgrzebło, którym szybko wyciągnęłam kurz z sierści, a po tym strzepnęłam go miękką szczotką. Sheetal stała bardzo spokojnie, jak na 14-letnią klacz przystało. Po szyi, kłodzie i nogach, wyczesałam bardzo długą grzywę i ogon, który sięgał do ziemi. Gdy już nie plątały się włosy, kiedy przejeżdżałam ręką między nimi, wzięłam do ręki nożyczki i ogon skróciłam do wysokości stawów skokowych, a grzywę do równej długości, jak najkrótsze włosy. Grzywkę również skróciłam do wysokości oczu. Klacz wyglądała teraz dużo porządniej i dopiero teraz zobaczyłam jak pięknym jest koniem. Nie rozczulałam się jednak długo tylko założyłam jej owijki, ogłowie, a do niego przypięłam lonżę z mostkiem. Tak przyszykowane poszłyśmy na lonżownik.
W pomieszczeniu było cicho i spokojnie. Wydłużyłam lonżę, a klacz znając procedurę poszła stępem. Szła bardzo energicznie, lecz bez komendy nie przechodziła do kłusa. Zmieniłam jej kierunek po czterech kołach. Kiedy już w drugą stronę zrobiła cztery koła, popędziłam krótkim „kłus!” i Sheetal szła już energicznie wyższym chodem. Na razie nic nie wskazywało na to, że Coma jest takim diabełkiem jak kiedyś. Zachowywała się jak dobry koń podczas treningu. Fakt, że wyciągała kłus, ale przynajmniej nie trzeba było jej poganiać. Po kilku kołach przeciągnęłam wyraźnie wyraz „stęp” i Coma, choć niechętnie przeszła do niższego chodu. Zmieniając jej kierunek poklepałam po łopatce. Potem Coma ruszyła stępem, następnie kłus. Gdy uznałam, że wystarczy, zwolniłam hanowerkę do stępa. Klacz wyciągnęła szyję i obwąchiwała podłoże. Po kilku kołach po raz kolejny zmieniłam jej kierunek. Gdy to już było zrobione, poprosiłam Comę o kłus. Po chwili dałam komendę do galopu. Sheetal bryknęła solidnie i ruszyła ładnym, roboczym galopem. Odrobinę się ciągnęła, aby robić większe koła, ale jej na to nie pozwoliłam. Po zrobieniu kilku kółek zmieniłam jej kierunek i tym razem zagalopowała bez brykania. Pochwaliłam ją głosem i kiedy było już tyle samo kół co na wcześniejszą nogę, zwolniłam do kłusa. W tym chodzie Coma zupełnie rozluźniona odbijała się lekko od podłoża i utrzymywała długą fazę lotu. Po pewnym czasie zwolniłam ją do stępa. Sheetal parsknęła głośno i z nisko trzymanym łbem człapała przed siebie. Nieco szybciej oddychała, ale po kilku minutach wszystko wróciło do normy. Poklepałam klacz i zaprowadziłam do boksu.
W pomieszczeniu sprawdziłam stan jej kopyt i stawów. Kopytom przydałoby się werkowanie i podkucie, ze stawami wszystko było ok. Poklepałam Comcię i dałam jej cukierka przy zdejmowaniu ogłowia. Zostawiłam ją zabierając sprzęt do siodlarni.
Post został pochwalony 0 razy
|
|