Forum Stadnina Koni "Avarosan" Strona Główna
Autor Wiadomość
<   
Śmietnik /
Boks VIII / Treningi   ~   Teren
Skrzydlata
PostWysłany: Śro 19:40, 05 Sty 2011 
Królowa Śniegu


Dołączył: 15 Mar 2010
Posty: 1118
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5


Poszłam po mojego ogra. Stał jak zwykle na łącespokojnie przeżuwając sianko. Na mój widok podniósł łepetynę. Dokończyłżuć i kłusem rzucił się w moim kierunku. Poklepałam go po szerokiejszyi i wręczyłam mu marchewę, którą z wdzięcznością pożarł. Ubrałam mukantar i poszliśmy na roundpen. Tam trochę z nim poćwiczyłam.Tradycyjnie na początku trochę się z nim popieściłam. Potem gra w jojo,Syriusz nauczony już tego ćwiczenia świetnie je wykonał. Potem chwilępobawiłam się z nim w okrążanie. Zatrzymałam go i pochwaliłam. Pożarłłapczywie kolejną marchewkę, a ja w tym czasie przyczepiłam do jegokatarka wodzę. Podprowadziłam ogierka do płotu i tam sprytnie się naniego wspięłam (bez pomocy płotu nie umiem bo jest za wysoki "border="0" />) Usadowiłam się wygodnie na grzbiecie mojego rumaka iwyjechaliśmy stępem z roundpenu. Ostatnio trenowaliśmy tylko skoki idresaż więc jazda na oklep bardzo cieszyła zarówno mnie jak i gniadego.Żywym stępem skierowaliśmy się do bramy posiadłości i wyjechaliśmy nadrogę przykrytą kilkucentymetrową warstwą śniegu. Syriusz ciekawierozglądał się wokół, w pewnej chwili minął nas samochód, Syriusz jak nakulturalnego konia przystało nie przestraszył się choć uważnieprzyglądał się błyszczącej, głośnej bestii i odetchną dopiero gdy tazniknęła za zakrętem. Po pięciu minutach byliśmy już w pobliskim lesie.Zaraz gdy tam wjechaliśmy przycisnęłam łydkę i mówiąc"kłus" zmieniliśmytępo. Wolniutkim kłusikiem ruszyłyśmy po miękkim, puszystym śniegu.Syriusz chciał iść szybciej ale powstrzymałam go bo szybszego kłusaraczej bym już nie wysiedziała . Tak więc spokojnie pokłusowaliśmysobie szerokim traktem w cieniu pachnących sosen. Moja radość udzielałasię koniowi, który szedł naprawdę ochoczo, radośnie stawiając nogi.Skręciłam w wąską ścieżkę i przecisnęliśmy się między drzewami. Potemminęliśmy zamarznięty strumyczek, a ponieważ w pewnym momencieprzecinał on ścieżkę to go przeskoczyliśmy. Syriusz ciesząc się zeskoku jak to zwykle robi, bryknął sobie, lekko się zsunęłam ale szybkowróciłam na moją pozycję. Potem nasza ścieżka biegła delikatnie podgórę. Kocham galopować pod górki więc dałam przycisnęłam łydkę,pochyliłam się i szepnęłam Syrkowi do ucha "galop" Mu nie trzeba dwarazy powtarzać. Wystrzelił jak z procy, ja bez problemu siędostosowałam. Wspólnie w galopowaliśmy pod górkę, a potem na ukos przezsporą polankę. Syriusz co jakiś czas lekko brykał i radośnie rzucałgłową. Ja dzielnie mu towarzyszyłam. Oboje tęskniliśmy za takim teremale błotnista pogoda nie pozwalała na to. Teraz kiedy wokół panowałazima a biały śnieg skrzypiał nam pod kopytami byliśmy najszczęśliwsipod słońcem. Pognaliśmy dalej w następną ścieżkę, tym razem szerszą,skoczyliśmy nie wielką kłodę,a potem jeszcze jedną. W końcu dotarliśmydo stromego zejścia więc powstrzymałam ogiera i przeszliśmy do stępa.Powolutku by się nie pośliznąć zleźliśmy z górki i znaleźliśmy się naszerokiej dróżce, która prowadziła do rzeczki. Ruszyliśmy stępem. iznaleźliśmy się nad owym, strumykiem. Na drugą stronę prowadził wąskimostek, ale uznałam, że zdołamy się przecisnąć. Syriusz nie pewnie,pokładając nadzieję we mnie wszedł na mostek, powoli stawiając nogi jakmodelka na wybiegu przeszliśmy na drugą stronę. Pochwaliłam mojegokonia i ruszyliśmy dalej. Zakłusowałam i spokojnym kłusikiemdojechaliśmy do skrzyżowania ścieżek, wybrałam skręt w prawo ipoczłapaliśmy dalej. Po około 5 minutach kłusiku dotarliśmy doośnieżonej i osłonecznionej łąki, tak zsiadłam z koniowatego iodczepiłam wodzę pozwalając mu swobodnie pochodzić, ja sama zaś,wyjęłam z kieszeni z lekka zdewastowaną kanapkę i z apatytem zaczęłamją pożerać. Widząc co Syriusz przyszedł do mnie żebrząc o coś dojedzenia, o nim też nie zapomniałam, z drugiej kieszeni wyjęłammarchewkę i mu ją wręczyłam. Pożarł ją w zadziwiającym tempie i czekałna jeszcze. Niestety więcej nie miałam. Pogłaskałam go po szyi iskończyłam swoje drugie śniadanie. Jeszcze żując kanapkę z powrotemprzyczepiłam ogierowi wodze i poprowadziłam go ścieżką w stronę domu.Idą znalazłam pieniek pozostały po ściętym drzewie, więc do niegopodeszłam i używając go jak schodków wsiadłam na Syriusza. Wjechaliśmyna ścieżkę, która osłonięta przez rozłożyste sosny była prawiecałkowicie pozbawiona śniegu, za to jej podłoże stanowił miękki piasek.Postanowiłam jeszcze raz zagalopować. Przyłożyłam łydkę, powiedziałamgalop i po chwili mknęliśmy przed siebie tym razem wolniej niż napoczątku ale równie przyjemnie. Przejechaliśmy jakieś 500 m kiedyścieżka gwałtownie się skończyła i zamiast niej było strome zejście.Cudem wyhamowałam Syrka i spokojnym stępem zeszliśmy z górki. Okazałosię, że dostaliśmy się na szeroki trakt prowadzący do naszej stajni.Wolniutkim stępem dojechaliśmy do bram, tam odpięłam Syrkowi wodzę iwpuściłam go do boksu, gdzie po pół godzinie dałam mu pić, a następnieotworzyłam drzwi i pozwoliłam mu pójść na łąkę.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)

Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Strona 1 z 1
Forum Stadnina Koni "Avarosan" Strona Główna  ~  
Śmietnik /
Boks VIII / Treningi

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu


 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach