Dołączył: 15 Mar 2010
Posty: 1118
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
|
|
Data: 26 Września 2010
Trener: Joanne
Koń: Hiszpanka
Pogoda: słońce, dość chłodno, bezwietrznie
Opis:
Przyjechałam potrenować z końmi Nirv. Od dziś będę tu przyjeżdżać i zajmować się kobyłkami - Sepią i Hiszpanką. Pierwszą postanowiłam wziąć arabkę. Pierwszy dzień, więc lekka lonża na wypięciu, poznanie konia etc. Gdy przyszłam wszystkie konie były na pastwisku. Wszystkie, prócz Natural, która mieszkała teraz u Yari. Idąc w ich stronę złapałam uwiąz i zacmokałam. Podeszłam do bramki i pogładziłam brudne łebki, do tego najzgrabniejszego dopięłam uwiąz. Izabelka nieufnie ruszyła za mną energicznym stępem. Po chwili byłyśmy już przed jej boksem. Uwiązałam klacz i zaczęłam czyścić.
-Wiesz kochana, maseczka błotna to nie najlepszy sposób na włosy - Powiedziałam szorując kulącą się nieco kobyłkę - Wiem, że nieprzyjemne, ale wierz mi, chodzenie w osprzęcie brudnym jest gorsze.
W końcu, po 10 minutach siłowania się z brudem miałam konia bez panierki, ale w piachu. Grzywę i ogon rozczesałam szczotką, następnie włosianką oczyściłam arabkę z tej tony piachu, kurzu i innych brudów. Zadowolona spojrzałam na efekt. Szybko jednak wróciłam do pracy i kopystką wyszorowałam pazurki Hiszpanki. Arabka ładnie podawała nogi, aczkolwiek 2 razy próbowała mi się wyrwać. Gdy skończyłam z kopytami sięgnęłam po gąbkę, zwilżyłam w ciepłej wodzie i przetarłam okolice oczu, pyska i innych delikatnych części ciała. Mała nieco się wierciła, uciekała od wody, jednak po jakimś czasie zaufała mi i dała się przemyć. Od razu wyglądała lepiej, jak prawdziwy arab Zadowolona poklepałam ją i sięgnęłam po owijki. Spokojnie, jedna po drugiej pozakładałam na nogi wiercącej się izabelki. Gdy skończyłam wzięłam gruby czaprak, futerko i pas do lonżowania i pozakładałam na grzbiet arabki w tej samej kolejności. Wypinacze były przypięte do pasa, więc nic z nimi nie robiłam. Na razie pozostawiłam go luźnego i złapałam ogłowie. Odczepiłam wodze, sprawdziłam czy wszystko gra i ściągnęłam klaczce kantar na szyję. Zachęciłam do złapania wędzidła, a gdy otworzyła buzię włożyłam kiełzno, resztę ogłowia za uszy i pozapinałam paski. Ogłowie było świetnie do niej dopasowane. Gdy zapięłam skośnik poklepałam Hiszpankę i zapięłam mocniej pas. Złota machnęła głową i cofnęła się kroczek. Przytrzymałam ją i poklepałam. Do ogłowia przypięłam lonżę, kantar z szyi zdjęłam, z drugą rękę bat i idziemy na lonżownik.
Tam puściłam ślicznotkę stępem. Zrobiła kilka kółek w jedną, kilka w drugą i zatrzymałam ją słowem "stój". Podeszłam, dopięłam jeszcze mocniej pas, odpięłam wypinacze i najdłuższe jakie mogą być dopięłam do kółek wędzidłowych arabki. Ta machnęła kilka razy głową, następnie grzecznie opuściła i złapała kontakt. Nakierowałam ją na ślad i ponagliłam tempo stępa. Po 3 kółka w obie strony i skróciłam wypinacze o dziurkę. Hiszpanka znów machnęła głową, jednak nic więcej. Poklepałam i puściłam stępem, chwila w tym chodzie, następnie kłus.
Zacmokałam i uniosłam bat. ruda od razu ruszyła energicznym, lekkim kłusem przy okazji usztywniając łeb. Jednak po to zapięłam wypinacze, by go opuściła. Czując opór na wędzidle arabka zaczęła schodzić z głową i łapać kontakt. Ja zaś pilnowałam, by szła równym, żwawym tempem podstawiając zad, co nie było proste. Złotko miało tendencję do zostawiania części tylnej w stajni, co szybko mogłam zauważyć. Po 5 minutach w tą stronę zatrzymałam Hiszpankę, która była bardzo usłuchanym koniem - przynajmniej na lonży. Poklepałam i zapięłam wypinacze jeszcze dziurkę mocniej. Tym razem izabelowata machnęła głową i cofnęła się kilka kroków, jednak machnięcie lonżą za zadem spowodowało zmianę jej zdania. Pogładziłam klacz po szczupłej szyjce i puściłam stępem w lewo. Teraz Hiszpanka szła w poprawnym ustawieniu, choć musiałam pilnować, by nie zostawiała zadka i szła dobrze wygięta, bo i z tym miała problemy. Po chwili stępa zacmokałam i kłus. Już bez usztywniania się, ładny, pozbierany kłus. Nawet o zadzie nie zapomniała! Pojętny zwierz. Pokłusowała trochę w obie strony i komenda "galop!".
Nic, lekkie przyspieszenie. No to "galop!" z machnięciem batem przy zadzie. Reakcja błyskawiczna. Hiszpanka szła ładnym, lekkim i płynnym galopem, jednak znów uniosła głowę i się usztywniła. Cały czas pilnowałam by szła dobrze wygięta i podstawiając zad, aż w końcu opuściła głowę i utworzyła most. Pochwaliłam ją głosem i jeszcze chwila galopu, potem kłus. Chwila kłusa, komenda "galop!" i galop. Naprawdę szybko ona łapie. Zrobiła 2 koła galopem i do kłusa. Po 2 kołach kłusa do stępa i stój. Podeszłam do niej, pogładziłam, przepięłam lonżę i od razu kłus w drugą stronę. 2 koła kłusem i galop. ładne ruszenie, chwila sztywnego, wolnego galopu, jednak po przybliżeniu bata w stronę zadu klaczka poszła szybciej, po 1 kole się rozluźniła, a po jeszcze 1 utworzyła most i pozbierała się. Pochwaliłam ją głosem i jeszcze chwila galopu, potem kłus, 2 koła kłusem i galop. ładne ruszenie, od razu dobry galop. Pochwaliłam i do kłusa.
Złota szła ładnie, w końcu się ogarnęła jak należy i kłusowała swobodnie, była rozluźniona i trzymała delikatny kontakt z wypinaczami. Pokłusowała trochę w obie strony i kilka przejść kłus-stęp-kłus oraz kłus-stój-kłus. Mała była spocona, jednak ciągle miała sporo energii. Po tych przejściach, początkowo nieudacznych, apotem coraz lepszych w końcu zauważyłam, że ruch arabki robi się wolniejszy, że jest zmęczona. Zadowolona pozwoliłam jej stępować uprzednio odpinając wypinacze. Izabelowata od razu wyciągnęła głowę i parsknęła. Rozstępowałyśmy się przez 7 minut i do stajni.
Na miejscu zdjęłam Hiszpance pas, futerko i czaprak. Odłożyłam na ziemię i pościągałam owijki. Ogłowie zamieniłam na kantar, do którego dopięłam uwiąz i zaprowadziłam młodą na myjkę. Odkręciłam zimną wodę i schłodziłam arabce nogi. Nieco się wierciła, bo woda jest zła i niedobra, potem jednak grzecznie stanęła i czekała aż skończę. Z myjki zaprowadziłam ją prosto do boksu, gdzie zdjęłam kantar, dałam jabłko i pomasowałam chwilę mięśnie klaczki. Hiszpanka rozluźniła się, odprężyła i zaczęła przysypiać. Takiego konia zostawiłam samego, zamknęłam drzwi boksu i część sprzętu odniosłam, część ułożyłam pod boksem Sepii, która tez wzięłam na lonżę.
Post został pochwalony 0 razy
|
|