Forum Stadnina Koni "Avarosan" Strona Główna
Autor Wiadomość
<   
Zielone Pastwiska / Boks I / Treningi   ~   Wyprawa na basen
Skrzydlata
PostWysłany: Sob 21:48, 25 Sty 2014 
Królowa Śniegu


Dołączył: 15 Mar 2010
Posty: 1118
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5


Dzisiaj postanowiłam pojechać z Versace na basen, gdzie miała się rozluźnić i zrelaksować, jednak nie chciałam jechać na niej, więc postanowiłam wziąć Matt. Klaczki wyczyściłam sobie już wcześniej, żeby się jakoś pokazać, a zeberkę wyposażyłam w siodło i ogłowie. Oczywiście na Vers założyłam kantar z długim uwiązem sznurowym, który zahaczyłam o róg siodła Matt. Obie klacze spisywały się doskonale stojąc, więc wątpiłam, aby cokolwiek złego działo się podczas jazdy - Matt była spokojna z charakteru, natomiast Vers nie miała już ochoty na wybryki.
Poklepałam Matt i wsiadłam na nią. Klaczka szła spokojnym stępem, a Vers wlokła się za nią ślimaczym stępem, bo zeberka była nieco niższa od Versace i miała krótsze nóżki.
Jechałyśmy powoli, cieszyłyśmy się całkiem ładną, ciepłą pogodą zimową. Nie było aż tak gorąco, żeby jechać w krótkim rękawku, ale na pewno cieplej niż kilka dni temu.
Zwierzęta uciekały od nas, kiedy wołałam, żeby wszystko co żyje sobie poszło w diabły. Klaczki czuły się pewniej, a i ja byłam bezpieczniejsza od jakiś przepłoszeń.
Po długim stępie ruszyłyśmy spokojnym kłusem - dla Mat był to typowy jog, Verss musiała się dostosować, co nie było jej do końca na rękę. Nie pozwalałam jej jednak na szybszy bieg. Truchtałyśmy w takim tempie do czasu, aż dziewczynom nie siadło trochę na oddech. Klaczki zaczęły odrobinę dyszeć, więc zwolniłam do stępa. Obie posłuchały.
Po prawie godzinie takiego stępokłusa znalazłyśmy się na miejscu. Był to ogromny tor wyścigowy, na którym mogłam korzystać z basenu oraz z solarium, gdyż znałam właściciela - razem ćwiczyliśmy Tissaię. Miałam tylko za zadanie zapisać się co najmniej dzień wcześniej, co uczyniłam i byłam umówiona na dzisiaj.
Po dojechaniu wszyscy patrzyli na nas... dziwnie. Ja na dziwnie malowanej zebrze, która chodzi westernowo ze starą kobyłą przywiązaną do siodła. Wśród koni minimum 170cm w kłębie, z długimi nogami, młode i pełne wigoru - przeciwności moich misiaków.
Nie zważając na spojrzenia z góry podjechałam do miejsca, gdzie wchodziło się na basen - było tam zupełnie pusto. Zeszłam więc z Matt i przywiązałam ją słupa. Vers za to odwiązałam i weszłam z nią na basen.
- Hej Skrzyd, widzę że już przyjechałaś. - usłyszałam znajomy głos. Był to właściciel ośrodka zarządzający wszystkim z góry.
- Tak, troszkę się pospieszyłam. - zerknęłam na zegarek, termin miałam na za pół godziny. Dziwiło mnie, że jest tu tak pusto.
- Koń, który miał mieć teraz trening dostał kontuzji i jego trener nie chciał go nadwyrężać.
- Och, no to najwidoczniej jest w tym trochę mojego szczęścia. Nie muszę czekać. - uśmiechnęłam się pochmurnie. Nie cieszyła mnie krzywda tego konia, wiedziałam jak są trenowane wyścigowce i wcale mi się to nie podobało.
Przypięliśmy wspólnie dwie lonże do kantara Vers i powoli zaczęliśmy ją wprowadzać. Woda była ciepła, więc klaczy spodobało się wchodzenie do niej i nie musieliśmy jej ciągać. Gdy już straciła grunt pod kopytami płynęła sprawnie do przodu, widać, że mięśnie jej zostały, tylko kondycji trochę brakło.
Vers przepłynęła dwa kółka, po czym ją wyprowadziliśmy. Nie chciałam jej przemęczać, miała swoje lata.
Po wyjściu założyłam jej lekką derkę polarową. Szybko zaprowadziłam na solarium, żeby mi nie zmarzła i zdjęłam prędko przemoczony materiał. Postawiłam ją pod latarniami i pogłaskałam ją po głowie. Sierść klaczy wypadała coraz bardziej, a na tych miejscach pojawiały się nieprzyjemne w dotyku zgrubienia.
- Widzisz, co dzieje się z jej skórą? - zapytałam właściciela ośrodka.
- Nie wiem, co to, ale mogę przysłać jakiegoś weterynarza.
- Jeśli mogę Cię poprosić...
- Oczywiście, powinien się zjawić za maks 15 minut.
Faktycznie, Vers niemalże wyschła i pojawił się weterynarz.
- Dzień dobry. - przywitałam się.
- Dzień dobry. Co dolega klaczce? - zapytał od razu. - Mam tutaj wiele pracy, a chciałbym zająć się wszystkimi pacjentami.
Był sympatyczny, ale i konkretny.
- Od pewnego czasu przyglądam się jej sierści i zauważyłam takie nieładne placki zgrubiałe, zamiast sierści, czy to coś bardzo złego?
Weterynarz przyjrzał się uważnie skórze Vers.
- To Sarcoid, prawdopodobnie, niegroźny nowotwór skóry. Zaraz wypiszę pani receptę na lek, który najlepiej wpływa na tego typu schorzenie, ale również na biopsję, lepiej sprawdzić, czy to na pewno to.
- Dziękuję. Ile się należy?
- Nic, to w ramach ośrodka. - uśmiechnął się i zaczął wypisywać papiery.
Pogłaskałam Vers. Gdy wyschła zupełnie poszliśmy na zewnątrz. Na Vers założyłam kolejną, ciepłą derkę. Przywiązałam ją powtórnie do siodła i ruszyłyśmy w drogę powrotną. Szło tak samo dobrze w lekkim stępokłusie. Poklepałam Matt, która czekała na nas grzecznie cały ten czas.
Gdy dojechałyśmy na miejsce założyłam na oba konie derki, po czym Dałam po smakołyku.
Po dotarciu do domu zadzwoniłam do kliniki w pobliżu, aby umówić się na biopsję.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)

Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Strona 1 z 1
Forum Stadnina Koni "Avarosan" Strona Główna  ~  
Zielone Pastwiska / Boks I / Treningi

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu


 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach