Forum Stadnina Koni "Avarosan" Strona Główna
Autor Wiadomość
<   
Zielone Pastwiska / Boks I / Treningi   ~   Zajeżdżanie (raport) by Naut
Skrzydlata
PostWysłany: Sob 3:10, 28 Gru 2013 
Królowa Śniegu


Dołączył: 15 Mar 2010
Posty: 1118
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5


Dzień 1.:
Wyczyściłam i osiodłałam Versace. Mimo przerwy, od ćwiczeń, jaką miała nie stwarzała problemów. Siodłanie przebiegło bez protestów z jej strony. Dzięki sprawnemu 'ogarnianiu się' po niecałej godzinie znalazłyśmy się na hali. Tam najpierw wylonżowałam klacz w stępie, kłusie i galopie. Najwolniejszy chód (tj. stęp) był energiczny, klacz ani myślała o zaangażowaniu zadu czy szyi. Ciężko było tego od niej wymagać, ale powoli będziemy zwracać na takie rzeczy uwagę. Kłus na początku był nie do ogarnięcia, a po paru okrążeniach zaczęła się pocić. Kondycja pozostawiała wiele do życzenia, cóż się dziwić. W galopie klacz uspokoiła się, była skupiona i galopowała niezmiennym tempem. Kłus po galopie był bardzo opanowany i sprężysty. Po rozstępowaniu odpięłam lonżę i dopięłam wodze do ogłowia. Najpierw przeszłam się z Verą jedno koło stępem co jakiś czas zatrzymując ją poprzez delikatny nacisk na wędzidło. Wiedziałam, że moje sygnały muszą być delikatne, żeby podczas późniejszego jeżdżenia jej nie miała problemów z twardym pyskiem. Versa zatrzymywała się z początku po pewnym czasie, ale następne próby były coraz lepsze. W pewnym momencie zatrzymałam ją na dłużej i wyciągnęłam puśliska ze strzemion i spróbowałam się trochę na nich powieszać. Na Verze nie robiło to większego wrażenia, toteż podciągnęłam popręg i spróbowałam wsadzić nogę w strzemię - zero przejęcia. Planowałam na dzisiaj tylko wieszanie się na niej, ale jak widać to nie problem. Położyłam się na Versace brzuchem na siodle - zero reakcji, może jedynie skierowanie uszy ku mojej osobie. Pogłaskałam ją po szyi mrucząc pod nosem 'grzeczna dziewczynka' i poleżałam tak chwilę, po czym zeszłam i dałam jej kawałek marchewki w nagrodę. Parę razy tak się jeszcze powieszałam i to by było na tyle.

Dzień 2.:
Po osiodłaniu Versace, zabrałam ją na halę. Tam na początku trochę poobciągałam strzemiona, a następnie położyłam się brzuchem na siodle. Klacz zwróciła ku mnie łeb i była to jej jedyna reakcja. Byłam bardzo zadowolona, że dziewczyna nie sprawia problemów, bo skoro teraz się nie denerwuje, to potem również nie powinno być kłopotów. Pochwaliłam ją i chciałam spróbować czegoś trudniejszego - wsiadania. Najpierw włożyłam nogę w strzemię a następnie lekko wskoczyłam w siodło, starając się nie dotykać jej łydkami przy wsiadaniu. Od razu złapałam strzemiona i wodze. Klacz stała spokojnie z lekko skulonymi uszami. Wypchnęłam ją z krzyża, starając się zachęcić ją do ruszenia stępem. Klacz czując sygnał, strzeliła wielkiego barana i ruszyła energicznym galopem. Wysiedziałam bryka i od razu po nim klepnęłam ją lekko batem w łopatkę. Chciałam ją zwolnić, a że przed wsiadaniem uczyłyśmy się zatrzymywania poprzez nacisk wędzidła, klacz niechętnie przeszła do stępa. Pochwaliłam ją i starałam się utrzymać to tempo. Po paru minutach zatrzymałam ją i zeszłam, chwaląc za posłuszeństwo. Wylonżowałam ją żeby się wybiegała a rozstępowałam już na jej grzbiecie.

Dzień 3.:
Kiedy znalazłyśmy się na hali, po kilkuminutowym stępowaniu w ręku z Versace, zaczęłam chodzić z nią po woltach. Chciałam, żeby nauczyła się skręcać przy pomocy sygnałów wędzidła. Po paru minutach na halę weszła moja znajoma, Asia, która miała mi pomóc skręcać na Versace z siodła. Wsiadłam na Versace i Asia złapała Verę. Ja skręcałam wodzą, ona prowadziła konia. Kręciłyśmy dużo wolt, serpentyn do momentu kiedy Asia puściła konia, a kierowałam ja sama. Co jakiś czas chwaliłam Versace za posłuszeństwo. Po paru minutach zasuwałyśmy same kręcąc wolty, ósemki, wężyki etc. Byłam bardzo zadowolona z Verci. Skręcanie przychodziło jej jeszcze z lekkim oporem, ale jak na pierwszą samotną jazdę - było super! Zatrzymałam ją i docisnęłam łydki na co klacz ruszyła stępem - pochwaliłam ją. Tu nie było problemu, bo dociśnięcie łydek w tym miejscu powodowało spięcie mięśni konia i mimowolne ruszenie do przodu. Pokręciłyśmy się jeszcze po woltach i zeszłam z Very. Dałam jej kawałek marchewki, podziękowałam Asi za pomoc i wspólnie wróciłyśmy do stajni.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)

Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Strona 1 z 1
Forum Stadnina Koni "Avarosan" Strona Główna  ~  
Zielone Pastwiska / Boks I / Treningi

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu


 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach