Dołączył: 15 Mar 2010
Posty: 1118
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
|
|
Weszłam do stajni powolnym krokiem dzierżąc w dłoni torbę marchewek. Moją uwagę przykuł boks który na pierwszy rzut oka wydawał się pusty ale przeczyła temu tabliczka z imieniem przyczepiona do jego drzwi.
- Dustfinger. - przeczytałam podchodząc do niego i jak na zawołanie z boksu wyłoniła się jasna łepetyna kuca. - Cześć mały! - powiedziałam wesoło odkładając smakołyki na bok. Wyciągnęłam do niego dłoń by go pogłaskać, początkowo się wahał ale po chwili pozwolił mi na głaskanie. - Wiesz, niedługo jadę na tobie w teren. - powiedziałam do kuca głaszcząc go po głowie. - Może mały spacer? - zaproponowałam biorąc kantar i uwiąz. - Ale najpierw cię wyczyścimy. - zadecydowałam sięgając przy okazji po szczotki.
Otworzyłam boks kuca i weszłam do niego dzierżąc w dłoni jego "ubranie". Założyłam mu kantar i uwiąz, a po chwili wyprowadziłam na korytarz. Czyszczenie zaczęłam zgrzebłem, potem miękką szczotką. Ze względu na gęstą, zimową sierść kucyka zajęło to sporo czasu ale jakoś poszło. Następnie zajęłam się kopytami, a na koniec rozczesałam grzywę i ogon. Spojrzałam zadowolona na swoje dzieło. - Idziemy, trzeba by trochę rozprostować nogi, co nie? - powiedziałam do Dustfingera i wyszłam z nim przed stajnie. Pogoda była wręcz idealna na spacer - wiatr nie wiał, słońce świeciło...
Pokierowaliśmy się w stronę lasu. Po drodze nie spotkaliśmy zbyt wielu ludzi ale czemu tu się dziwić - była przerwa świąteczna, pewnie wiele osób siedziało jeszcze u rodziny czy coś w tym stylu. Kiedy dotarliśmy na miejsce spojrzałam na zegarek, było coś koło za dziesięć trzecia. - Lepiej się streszczajmy bo wolałabym nie zostawać w tym lesie po zmroku. - wymamrotałam ni to do siebie ni to do kuca. Weszliśmy do lasu. Spacerowaliśmy chyba z godzinę kiedy zadecydowałam, że czas wracać, z lasu wyszliśmy tą samą ścieżką co wcześniej. Niebo było już coraz ciemniejsze, a temperatura coraz bardziej spadała. Uznałam, że skoro wyszliśmy już z lasu możemy przedłużyć sobie spacer idąc do stajni dłuższą drogą. Minęliśmy pastwiska, round pen, halę i parkur, a kiedy dotarliśmy pod stajnię było już zdecydowanie ciemniej. Wprowadziłam kuca do boksu po czym odpięłam mu uwiąz i ściągnęłam kantar. Odłożyłam rzeczy na korytarz i wróciłam do Dustfingera żeby dać mu smakołyki w postaci marchewek. Dostał ich trzy, reszta została rozdana reszcie koni z centralnej. Wróciłam do boksu kuca i oparłam się o drzwi. - To do terenu Dust. - pożegnałam się wesoło z koniem. Pogłaskałam go ostatni raz i wyszłam ze stajni. Zaczął padać śnieg.
Post został pochwalony 0 razy
|
|