Dołączył: 15 Mar 2010
Posty: 1118
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
|
|
Dzisiaj przyjechałam do SKS „Gold and Sapphire” na wizytę weterynaryjno-kowalską u dwóch koni Yari. Przypadły mi Kesa i Deewana – dwa miejscowe diabełki. Na co dzień mam styczność z Arhą więc myślę, że nie będzie aż tak źle. Po przyjeździe od razu przywitałam się z właścicielką. Okazało się że dwie panny są na pastwisku i jeżeli potrzebuję pomocy to wystarczy zawołać. Uśmiechnęłam się do Yari i z uwiązem Kesy poszłam na pastwisko. Klacz na widok mnie z uwiązem w ręku zaczęła tulić uszy i nerwowo grzebać w ziemi. Podeszłam powoli i pogłaskałam klacz. Ta parsknęła i usiłowała mnie ugryźć. Zrobiłam udany unik, a klacz się nieco zachwiała. Nie zważając na jej dalsze wybryki podpięłam uwiąz i zaczęłam prowadzić Kesę w kierunku stanowiska.
Tam zaczęłam od zmierzenia tętna. Stanęłam po lewej stronie klaczy palcami wskazującym i środkowym wyszukałam, po wewnętrznej stronie ganaszy, tętnicę szczękową. Mierzyłam tętno przez 15sek. Tak, aby mielenie mordką nie sfałszowało nam pomiaru. Wyszło 10, pomnożyć przez cztery, mamy 40 uderzeń na minutę. Mieści się w normie. Potem temperatura ciała. Znienawidzony przez konie zabieg. Zawołałam Yari. Dziewczyna przybiegła szybko, a ja wytłumaczyłam jej co ma zrobić. Jej zadaniem było tylko uspokajać klacz, aby nie wywinęła mi żadnego numeru. Gdy stałam jeszcze obok Kesy, dezynfekując końcówkę termometru, ta wrednie kopnęła mnie w nogę. Syknęłam tylko z bólu i odsunęłam się na chwilę szukając w torbie wazeliny. Po znalezieniu jej pokryłam zdezynfekowaną końcówkę termometru cienką jej warstwą. Następnie przesunęłam się w stronę zadu klaczy. Kesa zaczęła się nerwowo rzucać, ale Yari zaczęła ją głaskać i spokojnie do niej przemawiać. Wsunęłam termometr na 5cm. I czekamy. Po kilku chwilach wyjęłam termometr. 38*C świetnie! Żadnych niepokojących objawów. Teraz przeszłam do oddechów. Poprosiłam Yari żeby została, gdyż na początek chciałam spróbować zmierzyć oddech na słabiźnie. Przyłożyłam rękę do słabizny i spokojnie liczyłam zerkając na stoper. Nagle klacz zaczęła stroić fochy i podejmować próby kopnięcia mnie. Stwierdziłam, że jeżeli koń aż tak się wierci, pomiar ten może być sfałszowany. Chcąc, nie chcąc wyjęłam stetoskop. Przyłożyłam ok. 15cm. poniżej gardła i nasłuchiwałam, patrząc raz po raz na stoper. 10 oddechów na minutę. Jest dobrze. Przejdziemy teraz do skóry, w celu stwierdzenia czy klacz jest odwodniona. Yari cały czas stała przy Kesie i starała się uspokoić ją. Poprosiłam ją teraz o zmierzenie czasu. Podałam jej stoper, a sama podeszłam do łopatki klaczy. Odciągnęłam fałd skóry i powiedziałam dziewczynie, że gdy tylko wypuszczę go z palców, włączy stoper, a gdy fałd zniknie zatrzymać czas. Po wypuszczeniu fałdu z rąk, stwierdziłyśmy bardzo szybkie jego zniknięcie, aczkolwiek nie od razu, co mnie nieco zaniepokoiło. Fałd utrzymywał się przez prawie pół sekundy, ale Yari poinformowała mnie, że klacz niedawno miała biegunkę. To normalny stan po niej, więc zaleciłam wyłącznie, aby przez jakiś czas podawać klaczy więcej płynów niż zwykle, żeby poziom wody się unormował. Przechodząc już pod koniec kontroli, przeszłam do oględzin błon śluzowy, ale ponieważ Kesa nie zaniechała prób ugryzienia mnie poprosiłam Yari o otworzenie pyska klaczy. Gdy dziewczyna to zrobiła przyjrzałam się kolorowi dziąseł, aby stwierdzić ew. chorobę. Po stwierdzeniu iż dziąsła klaczy są jasno różowe, co jest oznaką 100% zdrowia, przeszłam do testu na ukrwienie. Znowu chwyciłam stoper i poprosiłam Yari o mocne uciśnięcie dziąsła kciukiem. Gdy dziewczyna wykonała tę czynność ja sprawdziłam czas utrzymywania się białej plamki. Zniknęła ona po półtorej sekundy. Stwierdzając bardzo dobry stan klaczy i doskonały stan kondycji, przeszłam już tylko do rozczyszczania. Po tejże czynności odprowadziłam klacz na pastwisko.
Post został pochwalony 0 razy
|
|